Pierwsza komunia Poli i moja Warszawa

Maj 2018, Warszawa

Majowy niedzielny poranek. Warszawska starówka o tej porze dopiero przekręca się na lewy bok:). Przyjechałam dużo wcześniej na umówioną komunijną sesję Poli i jej rodziny.  Rzadko tu ostatnio bywam, a we własnym towarzystwie prawie nigdy:). Ale był już kiedyś taki poranek, choć wiele (oj, naprawdę wiele!) lat temu. Pachniało tak samo, było tak samo pusto i świeciło identyczne słońce, a ja piłam herbatę w maleńkim mieszkanku w sercu starego miasta. Przez otwarte okno dobiegały pierwsze odgłosy końskich kopyt stąpających powoli po bruku. Wszędzie, dosłownie wszędzie leżały książki, na ścianach wisiały zdjęcia pewnej wiolonczelistki i rozmowa toczyła się także na temat fotografii, choć mnie to zupełnie wtedy nie dotyczyło. Byłam znajomą znajomych i nigdy przedtem ani potem tych ludzi nie spotkałam, ale pamiętam każdy szczegół tych zdjęć…  Fotografia jest niezwykła i jestem przekonana, że część wspomnień istnieje tylko dzięki niej.

 

 

Kiedy czekałam na Polę, jej rodziców i siostrę, w sąsiedniej kamienicy chór ćwiczył przy otwartych oknach jakieś skoczne renesansowe pieśni, było mi więc bardzo miło wśród niezapominajek, z dużą porcją lodów w dłoni… 🙂

Cała rodzina zjawiła się w radosnym nastroju, a dziewczynki przyszy wręcz tanecznym krokiem. Choć człowiek z aparatem zawsze trochę onieśmiela, zwłaszcza taki widziany pierwszy raz w życiu, dziewczyny w ogóle się mną nie przejmowały.

 

 

Pola prześlicznie wygladała w skromnej prostej sukience z perełkami, a wiatr zrobił dla nas kawał dobrej roboty,  filmowo wręcz rozwiewając włosy dziewczynek.

 

 

I moje ulubione, parapetowe zdjęcie:

 

 

Chyba się powtarzam, ale naprawdę lubię moją pracę. W zasadzie każdy jej etap. Lubię też to, że otwiera oczy na świat, jego piękno i kolory, pokazuje wartość małych rzeczy…

No i w nowym roku życzę sobie więcej samotnych spacerów z aparatem! 🙂

 

 

 

ZAMKNIJ MENU